Około 90% spraw, o które się martwimy, które potrafią spędzać nam sen z powiek, ostatecznie się nie wydarzają. Tak twierdził Dale Carnegie w książce „Jak przestać się martwić i zacząć żyć”. Napisał ją w latach 40-tych ubiegłego wieku jako „przewodnik, który pomoże ci odnaleźć drogę do nowego, lepszego życia” (cytat z książki). I chociaż do takich haseł podchodzę od zawsze z dużą rezerwą i raczej nie czytam „poradników”, to w tym przypadku uważam, że „Jak przestać się martwić i zacząć żyć” naprawdę może pomóc zmienić życie na lepsze, prostsze i mniej stresujące.
Ta książka napisana jest lekko, bez nadęcia i bez moralizowania, dając konkretne wskazówki jak radzić sobie ze zmartwieniem i ze stresem. Co dla mnie najcenniejsze, zawiera dziesiątki przykładów klientów i znajomych Carnegiego, którzy w najtrudniejszych momentach życia, dzięki stosowaniu sposobów podanych w tej książce a także własnych, którymi się dzielą, wyszło na prostą i żyło „długo i szczęśliwie”. Wiem, brzmi jak bajka, ale w tej książce tak jest. Historie, które opisuje, przydarzały się ludziom w latach 30-tych i 40-tych XX wieku czyli prawie 100 lat temu i są one aktualne. Pomyślałam, że chociaż żyjemy w zupełnie innych czasach, że wyzwania dnia dzisiejszego są inne niż te, których doświadczali bohaterowie mierzący się ze skrajną biedą, kryzysem gospodarczym w Stanach Zjednoczonych i wydarzeniami II wojny światowej, to mechanizm zamartwiania się pozostał niezmieniony. I chociaż książka napisana dawno, nie straciła nic ze swojej aktualności i podane sposoby radzenia sobie ze stresem pasują też w roku 2025. Jakie podpowiedzi Carnegiego radzenia sobie ze zmartwieniami przemówiły do mnie najbardziej:
- 90% spraw, o które się martwimy, ostatecznie się nie wydarza. Od tego zaczęłam ten wpis, bo powtarzam go sobie często i cytuję na szkoleniach. Ile naszej energii idzie na myślenie o tym, co na szczęście nie nastąpi? Po latach praktyki, gdy moje myśli idą w stronę martwienia się, umiem często (nie zawsze, oczywiście) zatrzymać się i powiedzieć sobie: jest 10% szansy, że to się wydarzy, szkoda mi się tym zajmować. I puszczam to!
- „Zamknij żelazne grodzie oddzielające cię od przeszłości i przyszłości. Żyj tu i teraz”. O tym „tu i teraz” mówi się często, ale łatwiej mówić i pisać, niż zrobić. Wiem, bo sama to przerabiałam latami. Dzisiaj wiem, że przeszłość już była i to co się wydarzyło, to się wydarzyło i nie zmienimy tego, więc po co wracać. Jeśli możemy, to oczywiście naprawiamy skutki, ale to jedyne, co możemy zrobić. A przyszłość? Możemy na nią wpływać w ograniczonym stopniu naszym działaniem właśnie tu i teraz i na to wpływ mamy. Ale co wyjdzie z tego działania jutro i dalej? Tego dziś nie wiemy, a dowiemy się dopiero jutro.
- „Zadaj sobie pytanie, co najgorszego może ci się przydarzyć?”. W naszych umysłach kreujemy sobie niesamowite scenariusze, nasza wyobraźnia podpowiada nam najgorsze historie, które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Przeanalizowanie sprawy na zimno, przegadanie jej z kimś, napisanie na kartce tego, co naszym zdaniem najgorszego może się wydarzyć, pozwala często poczuć spokój i odetchnąć. Nasz umysł najgorzej znosi niepewność, potwierdzona informacja, nawet najgorsza, jest uwalniająca. Gdy stwierdzimy, co najgorszego może się wydarzyć, zyskujemy często jasność i możemy podjąć działania, żeby uratować ile się da. A jest 90% szans, że to się nie wydarzy – patrz wyżej 😊.
Tych rad jest znacznie, znacznie więcej, zachęcam Was do ich przeczytania, może znajdziecie coś dla siebie, może faktycznie „przestaniecie się martwić i zaczniecie żyć”, czego nam wszystkim życzę.

