Ajurweda i Tradycyjna Medycyna Chińska to starożytne systemy filozofii życia, wiedzy o świecie, człowieku i medycynie sięgające tysięcy lat. Prawdy leżące u ich podłoża są wynikiem obserwacji natury, występujących w niej zjawisk, następujących po sobie pór roku i człowieka, który jest częścią tego świata i podlega jego prawom. To, co dzieje się na zewnątrz nas, znajduje w nas odbicie. Podobnie, to co dzieje się w naszej psyche, naszych emocjach i myślach, może pokazać się w naszych ciałach. Dla przykładu, według Tradycyjnej Medycyny Chińskiej, poszczególnym narządom w ciele odpowiadają określone emocje: wątroba powiązana jest ze złością, płuca ze smutkiem, a nerki z lękiem i strachem. Wpływ działania jest dwustronny: silna czy długotrwała złość może osłabić działanie wątroby, ale też niedomagająca z jakiegoś względu wątroba może powodować odczucie złości czy nawet frustracji. Funkcjonujące w naszym języku powiedzenie „żółć mnie zalewa” nie wzięło się znikąd.
Totalna Biologia/ Recall Healing spoglądają na ciało i emocje człowieka w podobny sposób wychodząc z założenia, że gdy to pierwsze niedomaga, może być to znak, że jakieś emocje w przeszłości nie zostały uznane, wyrażone czy, jak to ktoś kiedyś ładnie i trafnie określił – nie dożyte.
Może posłużę się przykładem, z którym często spotykam się w pracy z klientami – nieprzebytą żałobą. Odejście kogoś bliskiego, czy to śmierć czy rozpad związku, który miał trwać „dopóki śmierć nas nie rozłączy”, wiąże się z wieloma emocjami i uczuciami – smutkiem, strachem, złością czy wściekłością. Są one w takim momencie naturalne, one wręcz być muszą, bo jak tu się nie smucić, gdy nie zobaczymy już naszej ukochanej osoby. Często jednak te emocje są spychane, omijane, zakopywane gdzieś w środku i może być ku temu wiele powodów:
– to strasznie boli,
– bo muszę być dzielna/ dzielny, żeby nie zasmucać innych,
– nie mogę płakać i się smucić, bo noszę w sobie dziecko i dla jego dobra muszę się trzymać,
– nie mogę przejść żałoby, bo to by oznaczało, że już na zawsze pożegnam się z mamą i tym samym przyznam, że jej tu już nie ma,
– bo chcę się zachowywać kulturalnie i nie wypada mi się złościć.
Takie między innymi uzasadnienia słyszałam w rozmowach z klientami. Takie mieli wtedy przekonania i w ten sposób sobie radzili, ale po latach okazywało się, że im to już nie służy. Smutek powinien się wysmucić, złość wyzłościć, a strach w końcu minąć.
Jak doszliśmy do tych wniosków? Wszyscy trafili do mnie z objawami w ciele, różnymi. Przy okazji rozmów, z uważnością na to, co pokazywało ciało, zdejmowaliśmy warstwa po warstwie, żeby dokopać się do traum, których doświadczyli i towarzyszących im emocji.
Czy to było proste? Nie! Czy było bolesne? Tak! Czy było uwalniające? Tak! Czy było warto? Dla mnie odpowiedź na to pytanie jest zawsze twierdząca. Dla osób, o których piszę, także było.
Wielu jednak uważa, że „nie ma co grzebać”, „po co wracać do tego, co było, co boli” i mają do tego absolutne prawo. Mamy wybór i decydujemy, jaką drogą chcemy iść.

